O autorze
Matka Przełożona Mamadu.pl
Mama Mikroba
Wjeżdża z wózkiem w mrowisko.
Zdrapuje różową farbę.
Nie mów o niej mamusia.
boskamatka.pl

Matka-górniczka, czyli o kobietach w kopalni. Wywiad z Karoliną Bacą-Pogorzelską, autorką książki "Babska szychta"

Alek­san­dra Nielaba, geolog w kopalni Rydułtowy-Anna Kom­panii Węglowej
Alek­san­dra Nielaba, geolog w kopalni Rydułtowy-Anna Kom­panii Węglowej Fot. Tomasz Jodłowski
Zakaz pracy kobiet pod ziemią został zniesiony ledwie 6 lat temu. Ale kobiety w kopalniach są obecne od zawsze. Komu mel­dują się po wyjeździe spod ziemi? Czy poz­wolą swo­im dzieciom pra­cować w kopalni? Czy mają dokąd wracać po urlopie macierzyńskim? – pytam dziennikarkę, ekspertką ds. górnictwa i autorkę książki "Babska szychta" Karolinę Bacę-Pogorzelską

boska matka: Czym się zaj­mują kobi­ety w gór­nictwie przede wszys­tkim? Bo mimo zniesienia zakazu pracy po ziemią na przodek się chyba nie pchają?

Na przodek nie, ale pod ziemią jest dużo innych stanowisk, które mogą zaj­mować panie. Mogą być geologami albo na przykład mier­niczymi. A jedna z moich bohaterek jest szty­garem wenty­lacji i reg­u­larnie zjeżdża pod ziemię. Niem­niej jed­nak panie, które stanowią ok. 10 proc. kopal­ni­anych załóg, w więk­szości pracują na powierzchni, choć nie tylko w admin­is­tracji. Mogą pra­cować w lam­powni czy markowni, czyli wydawać zjeżdża­ją­cym na dół lampy, aparaty ucieczkowe, numerowane blaszki czy dyski­etki pozwala­jące na iden­ty­fikację, kto jest na dole. Ale trzeba powiedzieć, że na górze nie zawsze jest łatwiej. Choćby praca na tzw. płuczce (czyli w zakładzie prz­eróbki mechan­icznej węgla, który zna­j­duje się na powierzchni), w dużym zapyle­niu i hałasie jest cięższa niż niek­tóre prace wykony­wane pod ziemią. A na płuczce pracuje sporo pań.
Bycie matką, żoną czy córką górnika wiąże się z życiem w ciągłym napię­ciu i niepewności. Pewnie można przy­wyknąć, ale jed­nak. A bycie matką-górniczką? Czy Twoje bohaterki, zwłaszcza te pracu­jące na trud­nych, ryzykownych stanowiskach, decy­dują się na dzieci?

Posi­adanie górnika w rodzinie to w ogóle ner­wówka. Mój pradzi­adek i dzi­adek byli górnikami, więc jak moja bab­cia w 2007 r. usłyszała, że i ja zjeżdżam na dół, to w sumie się nie dzi­wię, że się za głowę łapała. Tak, jak faceci gór­nicy są ojcami, tak panie gór­niczki są matkami. Moje bohaterki zgod­nie przyz­nały, że i czas ciąży i urlopu macierzyńskiego czy wychowaw­czego wspom­i­nają dobrze, bo zawsze miały dokąd wró­cić, nikt nie próbował się ich pozbyć z pracy. Tuż po pre­mierze „Bab­skiej szy­chty” syna urodz­iła pani Ania Krasnodęb­ska, która na co dzień pracuje na dole jako szty­gar wenty­lacji. I na ile ją poz­nałam, to wiem, jak kocha swoją pracę i myślę, że będzie chci­ała wró­cić do kopalni Murcki-Staszic.

Bycie matką-górniczką na pewno nie jest łatwe, ale czy w ogóle bycie matką jest łatwe? Dziew­czyny w gór­nictwie muszą być twarde i są, dlat­ego świet­nie godzą swoją pracę w kopalni z pracą mamy. Niek­tóre z moich bohaterek mają więcej niż jedno dziecko, niek­tóre mają dorosłe dzieci. I co? Rodzinna gór­nicza trady­cja często zobow­iązuje. Np. syn pani Iwony Widuch z PG Sile­sia uczy się w tech­nikum na mecha­tron­ika gór­nictwa, a szkoła ma pod­pisaną umowę z JSW gwaran­tu­jącą pracę najlep­szym absol­wen­tom. Ale jak to w gór­nictwie, panie zjeżdża­jące na dół po wyjeździe często muszą się mel­dować najbliższym,choć może po paru lat­ach pracy już rzadziej. A komu w pier­wszej kole­jności? Oczy­wiś­cie mamie.

I nie próbują odwieść swoich dzieci od pomysłu zatrud­nienia w gór­nictwie? Naprawdę?

Nie, wręcz prze­ci­wnie. Niek­tóre mówią nawet: „no niestety wybrał inną branżę”. Trady­cja rodzinna w gór­nictwie i taki pokole­niowy zawód to bardzo silna sprawa, zwłaszcza na Śląsku. Poza tym prze­cież nie każdy musi pra­cować na dole.

Sto­sunek do kobiet w gór­nictwie jest ambi­wa­lentny. Z jed­nej strony baba na gru­bie przynosi pecha, z drugiej św. Bar­bara– to dla górników ktoś więcej niż patronka, to niemal bogini. Skąd te paradoksy?



Cóż, widocznie jedna baba, św. Bar­bara, była zawsze wyjątkiem potwierdza­ją­cym regułę, że gór­nictwo to męski zawód. I te stereo­typy poku­tują do dziś. A prze­cież coraz więcej kobiet jest w zawodach uważanych za typowo męskie: kierują ciężarówkami, są pilotami samolotów, żołnierzami, polic­jan­tkami. Ja myślę, że gór­nictwo coraz bardziej oswaja się z tym, że panie są w tej branży, ale to musi jeszcze trochę potrwać.
Twoje bohaterki dziel­nie to znoszą. I chyba nie tylko ze względu na wyższe niź prze­cięt­nie wynagrodzenia?

Nie, choć kasa też nie jest bez znaczenia, co same przyz­nają (niek­tóre mówią, że wybrały tę pracę ze względu na sta­bil­ność pracy i płacy). One naprawdę lubią to, co robią. A moim celem też nie było jakieś hero­izowanie kobiet w gór­nictwie. I choć rozdział o stereo­ty­pach fak­ty­cznie wyszedł najdłuższy, to moje bohaterki naprawdę nie cier­pią w pracy, w prze­ci­wnym razie by ją zmieniły.

Mnie się wydaje, że więcej nawet – praca w gór­nictwie pomaga im się eman­cy­pować, dodaje mocy i wiary w to, że naprawdę w niczym nie ustępują face­tom. Górnikom i nie-górnikom.

Też tak myślę, ale one dalekie są od parafra­zowa­nia hasła „kobi­ety na trak­tory” na na przykład „kobi­ety po kilofy” albo „kobi­ety do kopalń”. Chyba jed­nak taka praca dodaje im swois­tej pewności siebie.

A jed­nak Ty piszesz w pewnym momen­cie, że po głębokim namyśle dochodzisz do wniosku, że praca pod ziemią nie jest dla kobiet. Fem­i­nistka we mnie się jeży na takie dictum.

Bo nie byłaś na dole, a ja byłam. Co prawda tylko kilka­dziesiąt razy w ciągu 7 lat mojej pracy z gór­nictwem, ale zawsze. I byłam na przodku, i w ścianie wydoby­w­czej, i jako jedna z dwóch pier­wszych kobiet na najgłęb­szym poziomie wydoby­w­czym w Polsce – 1290 m (JSW, kopal­nia Budryk). I uważam, że to nie są miejsca do reg­u­larnej ośmio­godzin­nej szy­chty dla kobi­ety. Koniec kropka. Zjechać tam raz czy drugi ok, ale robić dzień w dzień? I nie chodzi mi tu o potenc­jalne zagroże­nia. Fizy­cznie kobi­eta nie da tam rady, tak uważam, ale nie musisz się ze mną zgadzać
Jak dla mnie, to nie jest praca dobra dla nikogo, ale zostawmy. Pisałaś „Bab­ską szy­chtę” w ciąży, kończyłaś na chwilę przed poro­dem. To dobry czas na pisanie?

Gdy byłam w ciąży ukazała się też pier­wsza książka Gór­nictwo 2_0 „Drugie życie kopalń”. „Bab­ska szy­chta” była w mojej głowie jeszcze wcześniej, ale z kilku przy­czyn ukazała się w tym roku. Dla mnie ciąża to super czas, w którym trzeba robić to, co się lubi. Ja nie mogłam zjeżdżać na dół, więc musi­ałam znaleźć sposób, by być blisko kopalni. W następ­nej ciąży postaram się o kole­jną książkę.

No a jak się „Bab­ska szy­chta” ukazała, Zula była już na świecie. Nie przeszkodz­iło Ci to w inten­sy­wnym pro­mowa­niu książki. I prawie wszędzie (w radiu, TV, na kon­gre­sach) towarzyszyła Ci maleńka córka. To było duże wyzwanie?

Owszem, bo to moje pier­wsze dziecko i nie miałam poję­cia, jak się będzie zachowywać. Ale obie stanęłyśmy na wysokości zada­nia. Zosia nie pojechała tylko na katow­icką pre­mierę książki i nagranie w TVP Katow­ice. To dzielna dziew­czyna, od samego początku (moja ciąża przez 5 tygodni była na początku zagrożona). Ona bardzo lgnie do ludzi, jest towarzyska i wesoła. A jak podrośnie, pojedziemy zwiedzać kopal­nie, o których pisałam w pier­wszej książce, m.in. zabytkową Guido czy Królową Luizę.
---
Karolina Baca-Pogorzelska (ur. 1983) pochodzi z Jaworzna. Dzi­en­nikarka, w lat­ach 2003–2013 związana z „Rzecz­pospolitą”, od 2007 r. zaj­muje się gór­nictwem węglowym, od 2012 r. jest inżynierem gór­niczym trze­ciego stop­nia. Górnikami byli jej pradzi­adek i dzi­adek, a kopal­nie stały się nie tylko tem­atem jej pracy zawodowej, ale i pasją – była np. jedną z pier­wszych osób, które dotarły na najgłęb­szy doty­chczas poziom w Polsce – 1290 m w kopalni Budryk. Lau­re­atka m.in. konkursów Głównego Insty­tutu Gór­nictwa (2008 r.) i Wyższego Urzędu Gór­niczego (Kar­bidka 2011). Wraz z fotografem Tomaszem Jodłowskim wydała dwie książki Gór­nictwo 2_0. “Drugie życie kopalń” oraz “Bab­ską szy­chtę”. Mama Zosi.
Trwa ładowanie komentarzy...