O autorze
Matka Przełożona Mamadu.pl
Mama Mikroba
Wjeżdża z wózkiem w mrowisko.
Zdrapuje różową farbę.
Nie mów o niej mamusia.
boskamatka.pl

Życie seksualne dzieciatych, czyli idźcie do kina na "Sekstaśmę"

Materiały prasowe
Uwiel­biam jak mi Mul­ti­kino dobiera reper­tuar. Prze­ważnie wyświ­et­lają filmy, na które bym w życiu nie poszła, ale ponieważ środowe seansy dla rodz­iców z bobasami (Multi Baby Kino) to rzadka okazja, by obe­jrzeć coś na dużym ekranie – chodzę jak leci. Od niedawna chodz­imy – nie tylko z Mikrobem, ale i z Tatą Mikroba. Na bogato.

Dziś zagrali “Sek­staśmę”. Tak, wiem – też tak myślałam. O Boże, Bożeno, Kameron Dijaz, to-nie-może-być dobre. I ten tytuł. Fejs­palm. Litości.

Ale mimo to pos­zliśmy – wszak Mikrob uwiel­bia się tarzać pod ekranem, a i tak musieliśmy kupić gwoździe w Cas­toramie po sąsiedzku. Wtem! Jak grom z jas­nego nieba. Film o mnie. O nas. O naszych zna­jomych. Szcz­ery. Pros­tolin­i­jny. Trafiony w punkt. I przezabawny.

Być może tylko dla rodz­iców. Nie wiem – wszak bezpowrot­nie utraciłam już inną per­spek­tywę. Ale z tej per­spek­tywy to WŁAŚNIE TAK WYGLĄDA – życie sek­su­alne dzieciatych.

Bo dawno, dawno temu, w epoce przed­dzieciowej, a nawet przed­małżeńskiej – praw­dopodob­nie parzyliś­cie się jak nor­nice: byle jak, byle gdzie, radośnie, kom­pul­sy­wnie. W epoce małżeńskiej – nadal często i reg­u­larnie, ale już niekoniecznie w każdym kiblu i samo­chodzie. W epoce “po dziecku”, a zwłaszcza “po dzieci­ach”– umaw­ia­cie się na seks w z czwartek w przyszłym tygod­niu. Jak bab­cia zabierze młode na noc. Albo jak pojadą na wycieczkę. Bo na co dzień – nawet jak jest wola i ochota, to prze­ważnie siły brak. O tym właśnie jest ten film.

I to, co jest w nim naj­fa­jniejsze – że świet­nie pokazuje, jak w epoce ubóst­wienia seksu, dal­iśmy sobie wmówić, że jeśli za każdym razem nie masz seksu jak z reklamy kon­domów albo filmów z Fass­ben­derem, to twój związek ma prob­lem. Jest ułomny. I się stacza.


To, co mi się podoba w “Sek­staśmie”, to cud­owne, bezprud­eryjne, a nawet trochę prza­śne pokazanie seksu – jako real­iza­cji abso­lut­nie nat­u­ral­nej potrzeby dorosłych ludzi (bo bliskość bliskoś­cią, ale krew nie woda), która to real­iza­cja ewolu­uje, zmienia się i przepoczwarza. Tak jak zmienia się scenografia, a “zmysłową satynę” zastępuje prak­ty­czna flanela. I jeszcze to, że po mis­tr­zowsku rozprawia się z porno-fantazjami, np. o sek­sie na kuchen­nej podłodze (“Możemy się prze­nieść na kanapę? Bolą mnie już kolana. – Cud­ownie, że pro­ponu­jesz. Zdrętwiała mi kość ogonowa”), itd, itp. Poza tym świet­nie pokazuje, że nie potrzeba żad­nych świec, płatków róż i innych bzde­tów, gdy odzyskasz na moment własne łóżko i chwilę spokoju. I nieważne, że masz wtedy na sobie gacie z Kró­likiem Bug­gsem i lekko pach­niesz domestosem. Bo bycie rodz­icem nie jest jak codzi­enna dawka bromu do kolacji. Raczej jak codzi­enna dawka środ­ków nasen­nych do śniadania.

Wokół seksu dzieci­atych panuje jakaś chora zmowa mil­czenia. Nikt nie chce przyz­nać, że jest INACZEJ, w obawie przed przyz­naniem się do klęski (wg stan­dardów Cosmo). A jak już przyz­naje, to pół– żartem, pół-serio, półgębkiem. Wszyscy tęskn­imy za cza­sami, kiedy wstawało się z łożka tylko w obliczu śmierci z głodu i wycieńczenia, ale – face the truth — to se ne vrati. Na razie ;)
Trwa ładowanie komentarzy...